Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Hasła typu „jeb** dziekana” pojawiły się na stronie krakowskiej uczelni AGH - Co nowego w technologii?

64 262  
186   54  
W dzisiejszym odcinku zmienimy nazwę Facebooka, przyjrzymy się aferze na AGH z dziekanem w tle oraz zobaczymy, co łączy Google i Facebooka.

#1. Google wszedł w układ z Facebookiem, aby podzielić między siebie rynek reklam



W ostatni czasie amerykański sąd nakazał ujawnienie akt sprawy dotyczących rzekomej zmowy Google z Facebookiem w sprawie rynku reklamowego. Akta ujawniono, dzięki czemu okazało się, że Prokurator Generalny USA wniósł akt oskarżenia przeciwko Google i Facebookowi w sprawie reklam.

Cała sprawa nie jest jednak żadną nowością. Aby przyjrzeć się jej początkom, musimy cofnąć się o około 4 lata, kiedy to Facebook stawał się realnym zagrożeniem dla Google na rynku reklamowym. Niejaka Sheryl Sandberg z Facebooka oraz Philipp Schindler z Google mieli zawrzeć w tej kwestii pewną umowę.



Google miało informować Facebooka na temat przetargów reklamowych oraz ustalać między sobą wyniki tych przetargów. Facebook zobowiązał się ponoć również do uczestniczenia w 90% licytacji, o których informowało ich Google. Na ten cel Facebook miał przeznaczać 500 mln dolarów rocznie, a Google miał w zamian gwarantować 10% wygranych licytacji.

Oskarżonym grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Obie firmy oczywiście twierdzą, że nic takiego nie miało miejsca.

#2. Facebook zmieni nazwę? Ostatnio wiele się o tym mówi


Skoro już jesteśmy przy Facebooku, to grzechem byłoby nie wspomnieć o bardzo gorącym temacie z ubiegłego tygodnia. Chodzi oczywiście o rzekomy rebranding serwisu. Według doniesień The Verge, Zuckerberg i spółka planują dość mocne zmiany. Celem całego przedsięwzięcia ma być odcięcie się od portalu społecznościowego i przedstawienie firmy w nieco szerszej perspektywie.

Zuckerberg chce, aby jego firma nie była kojarzona tylko i wyłącznie z samym Facebookiem. Zajmują się przecież wieloma innymi rzeczami, takimi jak choćby Instagram, WhatsApp, Oculus i wiele innych. Ich ruch nie powinien więc nikogo dziwić.

Nowa nazwa firmy ma zostać ogłoszona na corocznej konferencji Connect, która odbędzie się 28 października. W tym miejscu muszę jednak zaznaczyć, że sam portal społecznościowy nie będzie miał nowej nazwy. Nową nazwę będzie miała jedynie główna firma, która tym wszystkim zarządza.

Co jednak przypomina ruch Zuckerberga? Oczywiście ruch wykonany przed laty przez Google. Firma nie chciała być kojarzona tylko i wyłącznie z wyszukiwarką, dlatego całkowicie przeorganizowała swoje struktury i teraz funkcjonuje w ramach jednego dużego holdingu o nazwie Alphabet.

Czy wieści z The Verge okażą się prawdą? O tym przekonamy się już jutro.

#3. Wiedeńskie muzea przenoszą się na OnlyFans. W ten sposób chcą walczyć z cenzurą


Na pewno doskonale znany jest wam poziom cenzury, jaką nakładają wszelkiej maści portale społecznościowe i nie tylko. Można mieć kłopoty nie tylko za jednoznaczną nagość, ale nawet za coś, co nagość choćby w niewielkim stopniu przypomina. Nic więc dziwnego, że podobne kary spadały również na profile wiedeńskich muzeów, które udostępniały tam prace wystawianych u siebie artystów.

Rada Turystyki Wiednia postanowiła więc przenieść się na OnlyFans – jedyną platformę, gdzie za epatowanie nagością nie będziemy mieć kłopotów.

Jak jednak wygląda historia banów na wiedeńskich muzeach? W 2018 roku Facebook stwierdził, że zdjęcie liczącej sobie 25 tys. lat figurki Wenus z Willendorf jest p0rnografią. Muzeum Historii Naturalnej musiało więc usunąć fotografię z serwisu.

W 2019 roku z kolei Instagram postanowił ukarać tamtejsze muzea za udostępnienie obrazów flamandzkiego malarza Petera Paula Rubensa, choć miały one wyraźnie artystyczny charakter. Algorytm potraktował je jednak bezlitośnie.

Całkiem niedawno konto wiedeńskiej galerii Albertina zostało zablokowane na TikToku, ponieważ ta udostępniła prace japońskiego artysty i fotografa Nabuyoshi Arakiego. Poszło o zasłoniętą pierś kobiety.

Jak żyć? Jak promować dzieła danego autora w sieci, skoro niemal wszystkie mogą zostać uznane za niestosowne? Rada Turystyki Wiednia upatruje swoją szansę na OnlyFans. Za jedyne 3 dolary miesięcznie można oglądać udostępniane tam dzieła, albo nawet otrzymać bilet, aby osobiście obejrzeć wybraną wystawę.

Przedstawiciele Rady przyznają, że celem przeniesienia się na OF nie jest tylko i wyłącznie promocja w sieci, ale jest to również swego rodzaju protest przeciwko chorej polityce portali społecznościowych, które na równi traktują dzieła sztuki i zdjęcia o wyraźnym zabarwieniu p0rnograficznym.

#4. Lektor Google Maps prankuje automat telemarketingowy


Być może wielu z was nie zdaje sobie z tego sprawy, ale bardzo często, kiedy otrzymujemy telefon od telemarketera, to nie rozmawiamy tak naprawdę z żywym człowiekiem, a z automatem. System na ogół nie jest oczywiście w pełni zautomatyzowany, bo odpowiedzi wciąż musi wybierać człowiek, który nad całą rozmową czuwa. Ma jednak do wyboru jedynie pewną pulę gotowych formułek, przez co w sytuacjach, gdy rozmowa przebiega w nieprzewidziany przez agencję telemarketingową sposób, zaczyna robić się trochę dziwnie…

W sieci pojawiło się już sporo filmików, gdzie internauci trollowali taki automat, odpowiadając na zadane pytania w niestandardowy sposób. Do grona trollujących dołączył niedawno Jarosław Juszkiewicz – czyli polski głos nawigacji Google Maps.

Rezultat? Zobaczcie sami:

https://youtu.be/h7Yt830AYVs

#5. Studenci AGH mieli stworzyć blogi. Coś jednak poszło nie tak…


Poszło nie tak, to bardzo delikatnie powiedziane, ponieważ tam raczej wybiło szambo i to bardzo mocno. Zacznijmy jednak od początku. Studenci matematyki stosowanej na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej mieli za zadanie stworzyć własnoręcznie bloga w ramach zajęć.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w wyszukiwarce, w oficjalnej domenie AGH, zaczęły pojawiać się hasła typu „je**ć dziekana”, albo „dziekan sk***ysyn”. Zobaczcie sami:


Co jednak poszło nie tak? Okazało się, że studenci podeszli do tematu w sposób żartobliwy. Nie zdawali sobie jednak sprawy, że blogi będą publiczne.

Jak tłumaczy rzeczniczka AGH, Anna Żmuda-Muszyńska:

Studenci w ramach zajęć dydaktycznych mieli stworzyć proste strony, korzystając z zasobów serwera przeznaczonego dla studentów. Jeden ze studentów stworzył stronę, która zawierała błędy programistyczne pozwalające na wyświetlenie dowolnej treści na stronie. Błąd ten został wykorzystany przez użytkowników Internetu, którzy spowodowali, że na stronie ukazały się niecenzuralne treści. Zostały one zaindeksowane przez wyszukiwarki, co spowodowało wyświetlanie strony w wynikach wyszukiwania po wpisaniu pewnych wulgarnych fraz. Student usunął całą stronę, gdy zauważył problem.

W poprzednim odcinku: Internauci wyśmiewają nową ściereczkę od Apple. Nie uwierzycie, na ile ją wyceniono

4

Oglądany: 64262x | Komentarzy: 54 | Okejek: 186 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

09.12

08.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało